Arturo Perez - Reverte pochodzi z rodziny, w której marynarskie tradycje są bardzo silnie zakorzenione. Znalazło to odbicie w jednej z jego powieści, a mianowicie w książce zatytułowanej „Cmentarzysko bezimiennych statków”. Książka swoja premierę miała w roku dwutysięcznym, natomiast w naszym kraju – rok później. No cóż, trudno ją niestety zaliczyć do najbardziej udanych pozycji w literackim dorobku Hiszpana. Jej bohaterem jest Coy, marynarz niepokorny, który za ową niepokorność płaci zesłaniem go na ląd. Na lądzie spotyka pewną kobietę – oczywiście piękną, oczywiście tajemniczą i jak najbardziej niebezpieczną. Ta zatrudnia go, aby pomógł jej znaleźć wielki skarb jezuickiego zakonu – przy czym żadne z nich nie należy do grona profesjonalnych poszukiwaczy skarbów. A nie tylko oni są owym znaleziskiem żywo zainteresowani. Maja bardzo poważną konkurencję. Nie byłoby wcale źle, gdyby tempo akcji było zdecydowanie żwawsze aniżeli jest. A tak książka miejscami strasznie się dłuży i jest po prostu nudna.